Witajcie,
W nawiązaniu do wczorajszej notki powstaje dzisiejsza, tak jak obiecaliśmy, podamy " instruktaż " jak otworzyć kokosa.
Ile razy zdarzyło się Wam przejść obok pyszniących się na półkach czy w skrzyniach orzechów kokosowych, mimo iż bardzo chciało się go włożyć do swojego koszyka?
My tak mieliśmy wiele razy, kuszące orzechy, kryjące w sobie tyle pyszności - mleko kokosowe i aromatyczny miąższ, ale sama myśl o męce rozłupania go, przyprawiała o dreszcze. No ale tym razem postanowiliśmy jednak spróbować osobiście, co z tego wyjdzie - cena oczywiście bardzo kusząca, więc tym bardziej warto, a w razie klęski, wiele do stracenia nie ma, prócz, oczywiście, " smakołyków " kokosowych.
I tak ze sklepu przynieśliśmy pięknego kokosa.
Jak wybierać?
Przy wyborze orzecha należy przede wszystkim zwrócić uwagę na " oczka " - trzy dołeczki które znajdują się na górze kokosa, muszą być dobrze zasklepione, bez uszkodzeń, a tym bardziej sączącego się z nich płynu, ponieważ jest to oznaka, że kokos w środku już jest zepsuty, spleśniały, nie nadający się do spożycia.
Ważną rzeczą jest też sprawdzenie " zawartości " orzecha, po energicznym wstrząśnięciu muszą dochodzić odgłosy chlupania, co świadczy o tym, że kokos nie jest jeszcze " przedawniony ", stary, bo mleka kokosowego " z wiekiem " orzecha maleje, więc wybierajcie ten, w którym najbardziej chlupie :)
Gdy już mamy orzecha w domu, czas przystąpić do jego opróżniania - w pierwszej kolejności należy wydobyć mleczko kokosowe. Do tego celu użyliśmy bardzo ostrego i cienkiego noża, ale równie dobrze sprawdzi się otwieracz do wina, solidny otwieracz. Ostrzem noża Wojtas wywiercił, a raczej wydłubał, jeden z otworów, ja przygotowałam w tym czasie szeroką szklankę, na której postanowiliśmy ustawić kokos, by nim nie trzepać i nie wysilać się na marne.
Ustawiliśmy na szklankę orzech kokosowy przebitym otworem w dół i spokojnie zajmowaliśmy się swoimi sprawami, a mleczko kokosowe sobie wylewało się - bezinwazyjnie i bez wysiłku.
Ciekawostka - czy wiecie, że plamy z mleczka kokosowego są bardzo trudne do usunięcia? Dla tego należy zachować szczególną uwagę przy jego " wydobyciu " ale jak skorzystacie z naszych wskazówek, plamy Wam nie grożą :)
No to po sprawie, mleczko mamy, bardzo pyszne i aromatyczne, niesamowity ma smak, lekko słodkawy i świeży, wcale nie mdły, teraz więc czas na łupanie orzecha.
Jest wiele sposobów na jego otwarcie, ale jak sprawdzają się, to jeszcze nie wiemy. Podobno orzech kokosowy nie przepada za gorącem, i to nie każdy!, więc są metody, w których zaleca się nagrzewać kokos, aż pęknie, uprzednio nacinając nożem rysę - można w piekarniku, na patelni, a nawet na słońcu, no ale przy takiej pogodzie i " natężeniu " promieni słonecznych, to musielibyśmy poczekać, co najmniej, do lata :)
Tyle czasu to my czekać nie chcieliśmy, poddawanie go torturom rozgrzewającym, też nie zbyt nam odpowiadało, więc poszliśmy na całość - tasak, decha i orzech - otwieramy!!!!
Uwaga! Jest to czynność niebezpieczna, ale nie taka trudna, wystarczy zdecydowana, silna męska ręka, tu akurat Wojtas tym się zajął, ja jedynie asystowałam.
Zamiarem mego męża było za jednym zamachem zrobić dwie pożyteczne rzeczy:
1 - otworzyć dla mnie ten orzech kokosowy, bym dostała się do miąższu.
2 - skorupkę rozłupać w ten sposób, aby powstał też domek dla rybek - tak, tak, z łupin orzecha kokosowego wychodzą wspaniałe kryjówki dla chomików, myszek i rybek :)
Pierwszy zamiar udał się, do miąższu dostaliśmy się bez problemu, ale skorupa pękła wcale nie tak pięknie, jak w reklamach - równiutko, na pół, tylko rozpadła się na mniejsze części - no nic, rybki będą musiały poczekać na kolejnego kokosa.
No to mamy go, poszło łatwo, bez przykrych niespodzianek, bez skaleczeń, należy uważać, a wszystko się uda!
Następnie za pomocą ostrego noża oddzieliliśmy orzech od skorupy, nie trzymał się do niej zbyt mocno, więc nie stwarzało to problemu, raz, dwa i gotowe - mamy orzech jedynie w brązowej powłoczce, którą trzeba delikatnie odciąć nożem.
Powłoczka z łatwością czyści się, miąższ jest jędrny, półmiękki - po oddzieleniu go wykorzystaliśmy potrzebną ilość do sałatki, a pozostały miąższ kokosowy podzieliliśmy na mniejsze części i przechowujemy.
Przechowywanie miąższu kokosowego
Jeśli macie zamiar w ciągu 2 - 3 dni wykorzystać go w całości, to wystarczy umieścić go do suchego, szczelnie zamykanego pojemniczka i przechowywać w lodówce, jeśli jednak nie, to radzimy każdy kawałek, porcje, zamrozić w oddzielnych woreczkach - później wystarczy wyjąć, rozmrozić i wykorzystać wedle potrzeby, inspiracji, przepisu.
Serdecznie Wam polecamy - miąższ kokosowy jest doskonałym dodatkiem nie tylko do deserów, tortów i wypieków, ale równie wspaniale smakuje na surowo, cienko pokrojony lub starty do sałatek, do dań mięsnych, do ryb, do sosów, zup, warzyw.
Jak widzicie, nie taki to z niego " twardy orzech... " jak się wydaje :)
Jedno jest pewne, u nas teraz będzie częstym gościem w kuchni - lubimy jego smak! Bardzo!
My już mamy kokosy, a Wy?
Miłego smakowania :)